>> Kliknij tutaj aby zagrac! <<

Zwykły letni i gorący wieczór…

Zwykły letni i gorący wieczór zbliżał się już ku końcowi.
Zmęczony upałem wziąłem szybką kąpiel i ległem przed telewizorem oczekując dobrego filmu.
W oddali było słychać rytmicznie powtarzające się huki i grzmoty.
Nadchodząca z daleka burza zwiastowała troszkę chłodu i wytchnienia po całym dniu pracy.
Znużony gorączką powietrza, sam nie wiem kiedy zapadłem w głęboki sen……
…….jednak nawet w najgorszych snach nikt nie zakładał tego, co miało nastąpić w ciągu kilku najbliższych ……………………..
…..
Ze snu wyrwał mnie nagle donośny huk! Domyślałem się że nadeszła burza a z nią wyczekiwany długo chłód , jednak gdy odzyskałem zmysły jeszcze lekko otumaniony moim oczom ukazało się … NIC
Nie wiedziałem czy jeszcze śpię ale bardzo starałem się obudzić z tego koszmaru nicości. Tradycyjne metody szczypania się w udo niewiele pomogły po za odczuwalnym wyraźnie bólem, który sygnalizował że jednak się obudziłem!
Nagle z nicości wyłoniła się ogromna lśniąca kula ognia i przemknęła z odgłosem gromu tuż obok mojej głowy! Po chwili jasny rozbłysk gdzieś w oddali i przerażający krzyk umierających ludzi i ….. i dziwne odgłosy jakiś stworzeń trudne teraz do zidentyfikowania.
W ciężkim szoku obserwowałem dalsze wydarzenia aż nagle ujrzałem zbliżającą się potężną armię!
To byli odziani w najróżniejsze zbroje i ubiory ludzie, którzy wyglądali jak magowie z opowiadań Fantazy, zaraz za nimi maszerowały dziesiątki tysięcy najróżniejszych stworzeń rodem z koszmaru.
Niektóre z nich wyglądały jak dzieci z jaśniejącymi kulami w dłoniach, inni jak potężne wykute posągi wprost z lodu z groźnymi wyrazami twarzy, kolejni przypominali skrzaty lub konie z ludzką górną połową i wiele – wiele innych. Nad nimi wszystkimi leciały jak ogromne wróżki i jaśniały gorącym ogniem, a za nimi wszystkimi drugie tyle – nikt mi w to nie uwierzy – dostojnych i niewzruszonych JEDNOROŻCÓW!
Przemknęli szybko obok, nawet mnie nie zauważając ale ostatni z jednorożców zwolnił i się zatrzymał obok mnie. Usłyszałem dziwny głos jakby wychodzący z mojej głowy!
-Wsiadaj o waleczny bohaterze – nie wiedziałem o co chodzi ale jednorożec nadstawił swoje kopyto i jasno dał do zrozumienia abym usiadł mu na grzbiecie. Nie namyślając się wiele i widząc że nie mam wyboru wskoczyłem i usłyszałem kolejne głosy.
-Jesteś tutaj ponieważ dobra ale bezwzględna magia nakazała Ci stawić się na swój rozkaz. Nastały dla naszej krainy ciężkie czasy a Ty jako jeden z niewielu masz niezwykłą moc i zostałeś wyrwany ze swojego świata na pomoc naszemu! Słuchaj uważnie i nie odzywaj się .
– Pokiwałem głową że się zgadzam.
-Jesteś teraz bezpieczny, patrz i ucz się, będziemy obserwowali walkę białej i czarnej magii, jednak wszystkie do tej pory kończyły się porażką sił światłą, dlatego zostałeś wezwany. W tej chwili pięcioro potężnych magów ze swoimi armiami atakuje niezdobytą dotąd siedzibę TERRORU oraz gildii potężnych magów zła.
Nagle nicość zniknęła i moim oczom ukazały się rozległe tereny usiane zamkami i twierdzami jakie tylko w mrocznych czasach średniowiecza można było ujrzeć!
Armia, która mnie minęła zmierzała ku ogromnym murom zamku ,wkoło którego stały niezliczone zastępy wojska! Już na pierwszy rzut oka widać było że tych kliku walecznych magów nie poradzi sobie z taką przewagą liczebną, jednak ich determinacja i chęć walki przewyższała wszystko co do tej pory widziałem!
Atak był szybki i zdecydowany, działy się naprawdę niezwykłe a wręcz przerażające Dantejskie sceny! Powietrze napełniło się złowróżbną magią i odorem śmierci …………. chwila ciszy i nagle się wszystko skończyło. Na horyzoncie widać było garstkę wojska, która uciekała w popłochu a z nieba lał się grad kryształowych bomb, chyba z magicznych katapult siejący jeszcze spustoszenia w resztkach armii.
Na czele resztek wojska pięciu mężów wyglądających na magów ledwie żywych wracało z pola bitwy.
Kiedy doszli do Nas jeden z nich odezwał się głosem nie znoszącym sprzeciwu!
-KIM JESTEŚ MŁODZIEŃCZE- rozległ się potężny głos jakby z głębi niebios.
-Ja , ja nie wiem gdzie ja jestem i co się tutaj dzieje – odparłem ze strachem!
-A więc dobrze – odpowiedział chyba ich dowódca – widzę w Tobie wielką MOC od dziś będziesz szkolił się z nami i pomożesz nam w walce przeciwko złu jakie opanowało ten świat!
-Radą starszych nadajemy Ci imię XaX!
Nagle wszystko nabrała kolorów a moja wiedza się poszerzyła i wiedziałem już gdzie jestem i jakie mam cele do wykonania! To było pogranicze ziem: Chemuratch, Tukh Ammaruth i Burranoias siły zła planowały przejęcie wszystkich tych terenów i ekspansje na kolejne a my mieliśmy się temu przeciwstawić i wygonić oraz zniszczyć wroga raz na zawsze. Wróciłem do obozu magów i zacząłem swoją przygodę.
Niezliczone walki wyrobiły mi doświadczenie i z czasem wyszkoliłem swoją armię, mam też swoje zamki, których strzegę przed złem i powoli spełnia się moje przeznaczenie aby oczyścić ten świat z wszelkiego zła! Wróg nigdy nie śpi i ma ogromną niszczycielską siłę jednak nasza gildia powiększa się z dnia na dzień a siły rosną.
Już wkrótce „drodzy” wrogowie już niedługo………………………………….

Tak oto rozpoczęła się moja długa podróż w nieznane, ale to już inna historia.

15.07.2009 XaX

——
Opublikowano za
zgodą admistratora polskiej wersji językowej Krystiana Kowola.

>> Kliknij tutaj aby zagrac! <<

Czarnoksiężniczka

Młoda czarodziejka stała w oknie swego pałacu i spoglądała na cudowną dolinę. Wspominała. Pamiętała. Pamiętała swoje dawne życie. Pamiętała swą naukę. Pamiętała koniec mistrza. Pamiętała przysięgę. Pamiętała zemstę. Pamiętała Felùndin.
Nagle zamarzyła aby to komuś opowiedzieć. Wezwała swoją służącą, wojowniczkę, obrończynię – młodą Niurani. Spojrzała na jej twarz.

-Niurani? Kiedyś chciałaś poznać magię. Poznać moje sekrety. Nadal tego chcesz? – czarodziejka uśmiechnęła się, a uśmiech ten był zaprawdę paskudny.
-Tak pani. –służka pochyliła głowę. Bała się swoje władczyni. I ją podziwiała.
- Więc słuchaj – kobieta chciała się odezwać – i nie waż się przerywać. Opowieść ta nie będzie piękna i nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, lecz będzie prawdziwa. Zaczęło się to przed dwudziestu pięciu laty. Wtedy się narodziłam. Ludzie w mej rodzinnej wiosce się mnie bali, bowiem na mym ramieniu znajdował się znamię w kształcie runy Mandr. Runy ludzi. Znasz tą runę? Nie? Cóż… Nie ważne. Ludzie z runicznym znamieniem zawsze byli prześladowani. Nie dlatego że byli bardziej utalentowani magicznie niż pospólstwo, lecz dlatego że uważano ich za pomioty szatana. Wiesz ze pospólstwo czciło Felùndin? Czcili ich pod imieniem aniołów. Kiedy wychowywałam się w wiosce w nich nie wierzyłam. Nie wierzyłam w nic czego nie zobaczyłam lub dotknęłam.
Gdy minęło trzynaście wiosen do mych narodzin do naszej wioski przybył mag. Nie zwykły, wiejski szarlatan, ale prawdziwy czarodziej. Zobaczył mnie. Zobaczył moją aurę. I zabrał mnie stamtąd. Ukazał mi podstawy magii. Uczynił mnie swoją towarzyszką i obrończynią. W zamian za to korzystał z mojej mocy. Dzięki czarno magicznym rytuałom wysysał moją moc z mego ciała. I mnie uczył. Nauczył mnie, czarów ze szkoły cienia. Nauczył mnie magii cienia, nekromancji i wielu innych sztuk czarno księżnych. Kochałam go.
Do dziś pamiętam dzień w którym zginął. Ze wszystkimi szczegółami. Obudził mnie wtedy o świcie. Kazał uciekać, lecz tego nie uczyniłam. Ukryłam się w konarach wielkiego dębu i patrzyłam jak Oni go dopadają. On stał. Trzymał kostur i krzyczał nie znany mi czar. Nici mroku zaczęły oplątać jego dłoń. Kostur, który trzymał w dłoni na przemian lśnił i pochłaniał blask. Teraz wiem iż było to zaklęcie przemiany. Kostur stał się mieczem. W głownie jego rękojeści był wprawiony magiczny kryształ. Lśnił on olśniewającym blaskiem, jednak od matowej, czarnej rękojeści nie odbijał się ani jeden promień światła. Wtedy przyszli oni. Było ich trzech. Do dziś nie znam imion dwójki z nich. A może byli oni bezimiennymi? Nie wiem. Mistrz zaatakował jednego z nich. Ciął. Tamten dobył w niecałą sekundę miecza i sparował cios. Kontratakował. Mistrz odskoczył tnąc mieczem na wysokości piersi przeciwnika. Tamten nie zdążył się osłonić. Padł. Klęczał trzymając się za pierś i wydając ostatnie tchnienie. Był zdziwiony. Zdziwione że śmierc tak wygląda. Nie wiem co ujrzał, lecz widziałam w jego oczach dwa uczucia. Gniew i wszechpotężny strach. Strach przed końcem.
Pozostała dwójka wrogów zaatakowała mego mistrza. Nie miał szans, lecz bronił się godnie. Zdołał położyć jeszcze jednego napastnika. Gdy tamten padał, ostatni wróg uderzył w plecy mego mistrza. Przebił jego serce od tyłu, niehonorowym ciosem. Mistrz zginął na miejscu. Nie zdołał nawet krzyknąć. Napastnik pochylił się nad torbą podróżną mego nauczyciela. Wyjął stamtąd błękitny kryształ i magiczny nuż. Potem chwycił magiczny miecz i wydobył zaklęciem z jego głowni czarodziejski kryształ. Potem odszedł. Nie pochował nawet swoich towarzyszy.
Długo po tym jak nieznajomy znikł za horyzontem Wyszłam ze swojej kryjówki. To wydarzenie na zawsze mnie odmieniło. Pchnęło mnie w mrok. Spojrzałam na nieżywą twarz mego mistrza. Zamknęłam jego oczy i zapłakałam. Pierwszy raz. Potem wylałam łzę jeszcze tylko raz. Szepnęłam:
-Mistrzu, pomszczę cię. Przysięgam na cień. Przysięgam na mrok. Przysięgam na noc. – Wzięłam magiczny miecz. Przysięgłam sobie że to jego klingą przebiję serce mego wroga. Potem pochowałam mego nauczyciele. Na skale którą przykryłam jego grób wysyła słowa:

TU SPOCZYWA CIENIA MAG
ON BYŁ MI OJCEM I MISTRZEM
JEGO IMIĘ BYŁO NICHL

Wiesz gdzie znajduje się jego grobowiec? Pod tą doliną. W dolinie w której Felúndin stworzyli mój pałac. Pod mym pałacem…
Po pochowaniu mego mistrza przeszukałam trupy towarzyszy jego zabójcy. Obaj mieli dziwne medaliony na których runami wyryto słowa czaru. Ja, głupia odczytałam go. Był to czar przyzwania. Przywołał on obcego. Gdy on zobaczył mnie, domyślił się iż jestem uczennicą Nichila. Zobaczył jego grobowiec. Powiedział aksamitnym głosem:
-Po cóż mnie dziewczyno przyzwałaś? Nie wiesz że jestem niepokonanym Salemem Sol? Mistrz nie powiedział uczennicy że jego wróg to sam Sol? A może ona go przyzwała aby go unicestwić? Aby unicestwić dobrego maga który zabił mistrza ciemności? –jego twarz nie wyrażała absolutnie niczego.
-Przyzwałam cie aby cię unicestwić- Krzyknęłam. – Mówisz że jesteś najpotężniejszy? Więc dlaczego nie pokonałeś mego mistrza w uczciwej walce, ale ciosem w plecy? Dlaczego to uczyniłeś ty… ty… Głupcze, słabeuszu, oszuście? –mówiłam okrążając go powoli. Czekałam aż mój ciem go dotknie. Chciałam mieć słońce za plecami. Chciałam aby ma twarz skrył cień.
-Dziewczyno, nie wiesz kogo obrażasz…. –Nim skończył to mówić pchnęłam mieczem w jego serce. Przebiłam je swym czarnym jak noc mieczem. Pomściłam mego mistrza. A słońce wtedy zasłoniła burzowa chmura. Z kieszeni szaty martwego Sola wydobyłam przedmioty skradzione memu mistrzowi. Nóż i kryształ mam do nadal. Czarny miecz również. Magiczny kamień jednak pozostawiłam na grobie mego mistrza. Zabezpieczyłam go czarami, aby nikt, nigdy go nie skradł. Leży on tam, pod mym pałacem po dziś dzień.

Ja, gdy uczyniłam wszystko co przyrzekłam sobie odeszłam w siną dal. Odeszłam w stronę wschodzącego słońca. Gdy magowie dowiedzieli się że zabiłam Sola okrzyknęli mnie najpotężniejszą. Największą. Niepokonaną. Lesz żaden z nich nigdy nie usłyszał całej tej historii. Tobie pierwsze ją opowiadam. Potem, po pięciu latach, pięciu pięknych, okrutnych latach, latach w których miałam przyjaciela- smoka, mój przyjaciel zginął. Powstało to drzewo życia pod którego gałęziami teraz siedzimy. A ta dolina, najsmutniejsze miejsce mego życia, miejsce w którym dwa razy zapłakałam, miejsce w którym zginęło dwoje z trzech istot których ufałam, stała się mym domem. Resztę mej historii, ten rok, juz znasz. Ja, Axoi, która w wieki dziewiętnastu wiosen zabiłam Sola, teraz jestem czarnoksiężniczką.- czarodziejka zamilkła, pochyliła głowę i jeszcze raz się uśmiechała. Był to piękny i smutny uśmiech.
-Pani? Kim jest trzecia istota której ufałaś? –Niurani spytała swoja nową nauczycielkę.
-Nie wiesz? To ty. –Axoi spojrzała w oczy drugiej kobiety. Była ona trzecią osoba której zaufała. Była jej uczennicą i dziedziczką. Byłą jej przyszłością.

Axoi , 13 lipca 09r.

——
Opublikowano za
zgodą admistratora polskiej wersji językowej Krystiana Kowola.

>> Kliknij tutaj aby zagrac! <<

Nowoczesne rpg-i przeglądarkowe



Nowoczesne rpg-i przeglądarkowe

Czym musie się charakteryzować nowoczesna, świetna gra przeglądarkowa? Oczywiście dynamiką! Gracz nie może się nudzić. Ciągle musi stać przed jakimś wyzwaniem, problemem do rozwiązania! Nie można oczywiście zapomnieć o społeczności, która także tworzy takie gry. Jeśli gramy z osobami, które znamy poza światem gry, to rozrywka jest jeszcze lepsza! Warto mieć osobną grupę na komunikatorz na takie osoby ;] czy to wrogów czy sojuszników.

Obecnie  w erze nowoczesnych gier przez przeglądarkę zdecydowanie króluje Xhodon:

WordPress Themes