Posts tagged: Czarnoksiężniczka

Czarnoksiężniczka

Młoda czarodziejka stała w oknie swego pałacu i spoglądała na cudowną dolinę. Wspominała. Pamiętała. Pamiętała swoje dawne życie. Pamiętała swą naukę. Pamiętała koniec mistrza. Pamiętała przysięgę. Pamiętała zemstę. Pamiętała Felùndin.
Nagle zamarzyła aby to komuś opowiedzieć. Wezwała swoją służącą, wojowniczkę, obrończynię – młodą Niurani. Spojrzała na jej twarz.

-Niurani? Kiedyś chciałaś poznać magię. Poznać moje sekrety. Nadal tego chcesz? – czarodziejka uśmiechnęła się, a uśmiech ten był zaprawdę paskudny.
-Tak pani. –służka pochyliła głowę. Bała się swoje władczyni. I ją podziwiała.
- Więc słuchaj – kobieta chciała się odezwać – i nie waż się przerywać. Opowieść ta nie będzie piękna i nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, lecz będzie prawdziwa. Zaczęło się to przed dwudziestu pięciu laty. Wtedy się narodziłam. Ludzie w mej rodzinnej wiosce się mnie bali, bowiem na mym ramieniu znajdował się znamię w kształcie runy Mandr. Runy ludzi. Znasz tą runę? Nie? Cóż… Nie ważne. Ludzie z runicznym znamieniem zawsze byli prześladowani. Nie dlatego że byli bardziej utalentowani magicznie niż pospólstwo, lecz dlatego że uważano ich za pomioty szatana. Wiesz ze pospólstwo czciło Felùndin? Czcili ich pod imieniem aniołów. Kiedy wychowywałam się w wiosce w nich nie wierzyłam. Nie wierzyłam w nic czego nie zobaczyłam lub dotknęłam.
Gdy minęło trzynaście wiosen do mych narodzin do naszej wioski przybył mag. Nie zwykły, wiejski szarlatan, ale prawdziwy czarodziej. Zobaczył mnie. Zobaczył moją aurę. I zabrał mnie stamtąd. Ukazał mi podstawy magii. Uczynił mnie swoją towarzyszką i obrończynią. W zamian za to korzystał z mojej mocy. Dzięki czarno magicznym rytuałom wysysał moją moc z mego ciała. I mnie uczył. Nauczył mnie, czarów ze szkoły cienia. Nauczył mnie magii cienia, nekromancji i wielu innych sztuk czarno księżnych. Kochałam go.
Do dziś pamiętam dzień w którym zginął. Ze wszystkimi szczegółami. Obudził mnie wtedy o świcie. Kazał uciekać, lecz tego nie uczyniłam. Ukryłam się w konarach wielkiego dębu i patrzyłam jak Oni go dopadają. On stał. Trzymał kostur i krzyczał nie znany mi czar. Nici mroku zaczęły oplątać jego dłoń. Kostur, który trzymał w dłoni na przemian lśnił i pochłaniał blask. Teraz wiem iż było to zaklęcie przemiany. Kostur stał się mieczem. W głownie jego rękojeści był wprawiony magiczny kryształ. Lśnił on olśniewającym blaskiem, jednak od matowej, czarnej rękojeści nie odbijał się ani jeden promień światła. Wtedy przyszli oni. Było ich trzech. Do dziś nie znam imion dwójki z nich. A może byli oni bezimiennymi? Nie wiem. Mistrz zaatakował jednego z nich. Ciął. Tamten dobył w niecałą sekundę miecza i sparował cios. Kontratakował. Mistrz odskoczył tnąc mieczem na wysokości piersi przeciwnika. Tamten nie zdążył się osłonić. Padł. Klęczał trzymając się za pierś i wydając ostatnie tchnienie. Był zdziwiony. Zdziwione że śmierc tak wygląda. Nie wiem co ujrzał, lecz widziałam w jego oczach dwa uczucia. Gniew i wszechpotężny strach. Strach przed końcem.
Pozostała dwójka wrogów zaatakowała mego mistrza. Nie miał szans, lecz bronił się godnie. Zdołał położyć jeszcze jednego napastnika. Gdy tamten padał, ostatni wróg uderzył w plecy mego mistrza. Przebił jego serce od tyłu, niehonorowym ciosem. Mistrz zginął na miejscu. Nie zdołał nawet krzyknąć. Napastnik pochylił się nad torbą podróżną mego nauczyciela. Wyjął stamtąd błękitny kryształ i magiczny nuż. Potem chwycił magiczny miecz i wydobył zaklęciem z jego głowni czarodziejski kryształ. Potem odszedł. Nie pochował nawet swoich towarzyszy.
Długo po tym jak nieznajomy znikł za horyzontem Wyszłam ze swojej kryjówki. To wydarzenie na zawsze mnie odmieniło. Pchnęło mnie w mrok. Spojrzałam na nieżywą twarz mego mistrza. Zamknęłam jego oczy i zapłakałam. Pierwszy raz. Potem wylałam łzę jeszcze tylko raz. Szepnęłam:
-Mistrzu, pomszczę cię. Przysięgam na cień. Przysięgam na mrok. Przysięgam na noc. – Wzięłam magiczny miecz. Przysięgłam sobie że to jego klingą przebiję serce mego wroga. Potem pochowałam mego nauczyciele. Na skale którą przykryłam jego grób wysyła słowa:

TU SPOCZYWA CIENIA MAG
ON BYŁ MI OJCEM I MISTRZEM
JEGO IMIĘ BYŁO NICHL

Wiesz gdzie znajduje się jego grobowiec? Pod tą doliną. W dolinie w której Felúndin stworzyli mój pałac. Pod mym pałacem…
Po pochowaniu mego mistrza przeszukałam trupy towarzyszy jego zabójcy. Obaj mieli dziwne medaliony na których runami wyryto słowa czaru. Ja, głupia odczytałam go. Był to czar przyzwania. Przywołał on obcego. Gdy on zobaczył mnie, domyślił się iż jestem uczennicą Nichila. Zobaczył jego grobowiec. Powiedział aksamitnym głosem:
-Po cóż mnie dziewczyno przyzwałaś? Nie wiesz że jestem niepokonanym Salemem Sol? Mistrz nie powiedział uczennicy że jego wróg to sam Sol? A może ona go przyzwała aby go unicestwić? Aby unicestwić dobrego maga który zabił mistrza ciemności? –jego twarz nie wyrażała absolutnie niczego.
-Przyzwałam cie aby cię unicestwić- Krzyknęłam. – Mówisz że jesteś najpotężniejszy? Więc dlaczego nie pokonałeś mego mistrza w uczciwej walce, ale ciosem w plecy? Dlaczego to uczyniłeś ty… ty… Głupcze, słabeuszu, oszuście? –mówiłam okrążając go powoli. Czekałam aż mój ciem go dotknie. Chciałam mieć słońce za plecami. Chciałam aby ma twarz skrył cień.
-Dziewczyno, nie wiesz kogo obrażasz…. –Nim skończył to mówić pchnęłam mieczem w jego serce. Przebiłam je swym czarnym jak noc mieczem. Pomściłam mego mistrza. A słońce wtedy zasłoniła burzowa chmura. Z kieszeni szaty martwego Sola wydobyłam przedmioty skradzione memu mistrzowi. Nóż i kryształ mam do nadal. Czarny miecz również. Magiczny kamień jednak pozostawiłam na grobie mego mistrza. Zabezpieczyłam go czarami, aby nikt, nigdy go nie skradł. Leży on tam, pod mym pałacem po dziś dzień.

Ja, gdy uczyniłam wszystko co przyrzekłam sobie odeszłam w siną dal. Odeszłam w stronę wschodzącego słońca. Gdy magowie dowiedzieli się że zabiłam Sola okrzyknęli mnie najpotężniejszą. Największą. Niepokonaną. Lesz żaden z nich nigdy nie usłyszał całej tej historii. Tobie pierwsze ją opowiadam. Potem, po pięciu latach, pięciu pięknych, okrutnych latach, latach w których miałam przyjaciela- smoka, mój przyjaciel zginął. Powstało to drzewo życia pod którego gałęziami teraz siedzimy. A ta dolina, najsmutniejsze miejsce mego życia, miejsce w którym dwa razy zapłakałam, miejsce w którym zginęło dwoje z trzech istot których ufałam, stała się mym domem. Resztę mej historii, ten rok, juz znasz. Ja, Axoi, która w wieki dziewiętnastu wiosen zabiłam Sola, teraz jestem czarnoksiężniczką.- czarodziejka zamilkła, pochyliła głowę i jeszcze raz się uśmiechała. Był to piękny i smutny uśmiech.
-Pani? Kim jest trzecia istota której ufałaś? –Niurani spytała swoja nową nauczycielkę.
-Nie wiesz? To ty. –Axoi spojrzała w oczy drugiej kobiety. Była ona trzecią osoba której zaufała. Była jej uczennicą i dziedziczką. Byłą jej przyszłością.

Axoi , 13 lipca 09r.

——
Opublikowano za
zgodą admistratora polskiej wersji językowej Krystiana Kowola.

WordPress Themes