Posts tagged: xhodon

Xhodon – gra w przeglądarce

Xhodon to gra fantasy z elementami strategii rozgrywana w przeglądarce. Gra rozgrywa się w baśniowym świecie
gdzie na początku wybierasz stronę konfliktu. Będzie to “Jasność” lub “Ciemność”. To bardzo ważny wybór bo w tej grze online są przewidziane magiczne przedmioty i bronie odpowiednie dla każdej strony konfliktu. Wybranie jasności lub ciemności ma też wpływ na wygląd maga, a także na wizerunki stworów które zaciągniesz do swojej armii. Następnym krokiem jest powołanie maga. Możesz wybrać płeć jak również dokonać korekty koloru jego szat. Posiadając już maga z magicznego jaja budujesz swój zamek.
lewa
Zamek oczywiście możesz rozwijać. Rozwój następuje poprzez surowce. W grze są cztery rodzaje surowca. “Esencja”, zwana potocznie zielem, kryształ kamień i złoto. Dzięki tym zasobą możesz tworzyć i rozwijać budowle które stworzą i udoskonalą obiekty związane z armią i gospodarką. Surowce można zyskiwać kilkoma niezależnymi ścieżkami. Stawiać budowle który umożliwią pozyskanie surowców w zamku, grabienie strażników, walka z innymi graczami, sprzedaż przedmiotów na rynku. Oprócz surowców do rozwoju zamku i armii potrzebna jest mana, energia która pozyskiwana jest z drzewa życia.

Armie same się nie poruszają. Aby mogły wyruszyć z zamku potrzebni śą śmiałkowie dowódcy. Po przywołaniu smiałkowie poprowadzą Twoje armie do władzy i potęgi. Gracze mogą się grupować w gildie. Zapewni im to wspieranie się w walce i ochronę. Oprócz tego każdy zaczynający grę gracz jest w ochronie dla początkujących aby ją przekroczyc musi uzyskać odpowiedni poziom doświadczenia lub wybudować dowolną budowlę na 10 poziom. Taką innowacją w grze mmorpg Xhodon jest fakt że gracze mogą łączyć swe armie w obozie warownym. Obóz warowny to zgrupowanie armii wielu graczy, może atakować wrogów, badź bronić wybranego gracza. Inną innowacją nie spotykaną w innych grach rozgrywanych w przeglądarce jest walka w lidze o artefakt. Wszyscy gracze zarejestrowani w grze są przypisani do lig. Co miesiąc gra rozrzuca losowowo artefakty na mapie. Artefakty są trzy.
tree_giant
Jeden opowiada za większy przyrost mocy, drugi za przyrost ziela i kryształu, trzeci za przyrost złota i kamienia. Zdobyty artefakt wpływa na wydobycie surowca nie tylko u gracza ale zwiększa procentowo wydobycie w całej gildii do której gracz może być przypisany. Gracze do ligii są kwalifikowani na podstawie punktów doświadczenia. Co miesiąc następuje przeliczenie lig tak więc gracz ma możliwość awansu do wyższej ligii. Zapraszamy do gry i zagłębienia się w ten baśniowy świat fantasy.

Czarnoksiężniczka

Młoda czarodziejka stała w oknie swego pałacu i spoglądała na cudowną dolinę. Wspominała. Pamiętała. Pamiętała swoje dawne życie. Pamiętała swą naukę. Pamiętała koniec mistrza. Pamiętała przysięgę. Pamiętała zemstę. Pamiętała Felùndin.
Nagle zamarzyła aby to komuś opowiedzieć. Wezwała swoją służącą, wojowniczkę, obrończynię – młodą Niurani. Spojrzała na jej twarz.

-Niurani? Kiedyś chciałaś poznać magię. Poznać moje sekrety. Nadal tego chcesz? – czarodziejka uśmiechnęła się, a uśmiech ten był zaprawdę paskudny.
-Tak pani. –służka pochyliła głowę. Bała się swoje władczyni. I ją podziwiała.
- Więc słuchaj – kobieta chciała się odezwać – i nie waż się przerywać. Opowieść ta nie będzie piękna i nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, lecz będzie prawdziwa. Zaczęło się to przed dwudziestu pięciu laty. Wtedy się narodziłam. Ludzie w mej rodzinnej wiosce się mnie bali, bowiem na mym ramieniu znajdował się znamię w kształcie runy Mandr. Runy ludzi. Znasz tą runę? Nie? Cóż… Nie ważne. Ludzie z runicznym znamieniem zawsze byli prześladowani. Nie dlatego że byli bardziej utalentowani magicznie niż pospólstwo, lecz dlatego że uważano ich za pomioty szatana. Wiesz ze pospólstwo czciło Felùndin? Czcili ich pod imieniem aniołów. Kiedy wychowywałam się w wiosce w nich nie wierzyłam. Nie wierzyłam w nic czego nie zobaczyłam lub dotknęłam.
Gdy minęło trzynaście wiosen do mych narodzin do naszej wioski przybył mag. Nie zwykły, wiejski szarlatan, ale prawdziwy czarodziej. Zobaczył mnie. Zobaczył moją aurę. I zabrał mnie stamtąd. Ukazał mi podstawy magii. Uczynił mnie swoją towarzyszką i obrończynią. W zamian za to korzystał z mojej mocy. Dzięki czarno magicznym rytuałom wysysał moją moc z mego ciała. I mnie uczył. Nauczył mnie, czarów ze szkoły cienia. Nauczył mnie magii cienia, nekromancji i wielu innych sztuk czarno księżnych. Kochałam go.
Do dziś pamiętam dzień w którym zginął. Ze wszystkimi szczegółami. Obudził mnie wtedy o świcie. Kazał uciekać, lecz tego nie uczyniłam. Ukryłam się w konarach wielkiego dębu i patrzyłam jak Oni go dopadają. On stał. Trzymał kostur i krzyczał nie znany mi czar. Nici mroku zaczęły oplątać jego dłoń. Kostur, który trzymał w dłoni na przemian lśnił i pochłaniał blask. Teraz wiem iż było to zaklęcie przemiany. Kostur stał się mieczem. W głownie jego rękojeści był wprawiony magiczny kryształ. Lśnił on olśniewającym blaskiem, jednak od matowej, czarnej rękojeści nie odbijał się ani jeden promień światła. Wtedy przyszli oni. Było ich trzech. Do dziś nie znam imion dwójki z nich. A może byli oni bezimiennymi? Nie wiem. Mistrz zaatakował jednego z nich. Ciął. Tamten dobył w niecałą sekundę miecza i sparował cios. Kontratakował. Mistrz odskoczył tnąc mieczem na wysokości piersi przeciwnika. Tamten nie zdążył się osłonić. Padł. Klęczał trzymając się za pierś i wydając ostatnie tchnienie. Był zdziwiony. Zdziwione że śmierc tak wygląda. Nie wiem co ujrzał, lecz widziałam w jego oczach dwa uczucia. Gniew i wszechpotężny strach. Strach przed końcem.
Pozostała dwójka wrogów zaatakowała mego mistrza. Nie miał szans, lecz bronił się godnie. Zdołał położyć jeszcze jednego napastnika. Gdy tamten padał, ostatni wróg uderzył w plecy mego mistrza. Przebił jego serce od tyłu, niehonorowym ciosem. Mistrz zginął na miejscu. Nie zdołał nawet krzyknąć. Napastnik pochylił się nad torbą podróżną mego nauczyciela. Wyjął stamtąd błękitny kryształ i magiczny nuż. Potem chwycił magiczny miecz i wydobył zaklęciem z jego głowni czarodziejski kryształ. Potem odszedł. Nie pochował nawet swoich towarzyszy.
Długo po tym jak nieznajomy znikł za horyzontem Wyszłam ze swojej kryjówki. To wydarzenie na zawsze mnie odmieniło. Pchnęło mnie w mrok. Spojrzałam na nieżywą twarz mego mistrza. Zamknęłam jego oczy i zapłakałam. Pierwszy raz. Potem wylałam łzę jeszcze tylko raz. Szepnęłam:
-Mistrzu, pomszczę cię. Przysięgam na cień. Przysięgam na mrok. Przysięgam na noc. – Wzięłam magiczny miecz. Przysięgłam sobie że to jego klingą przebiję serce mego wroga. Potem pochowałam mego nauczyciele. Na skale którą przykryłam jego grób wysyła słowa:

TU SPOCZYWA CIENIA MAG
ON BYŁ MI OJCEM I MISTRZEM
JEGO IMIĘ BYŁO NICHL

Wiesz gdzie znajduje się jego grobowiec? Pod tą doliną. W dolinie w której Felúndin stworzyli mój pałac. Pod mym pałacem…
Po pochowaniu mego mistrza przeszukałam trupy towarzyszy jego zabójcy. Obaj mieli dziwne medaliony na których runami wyryto słowa czaru. Ja, głupia odczytałam go. Był to czar przyzwania. Przywołał on obcego. Gdy on zobaczył mnie, domyślił się iż jestem uczennicą Nichila. Zobaczył jego grobowiec. Powiedział aksamitnym głosem:
-Po cóż mnie dziewczyno przyzwałaś? Nie wiesz że jestem niepokonanym Salemem Sol? Mistrz nie powiedział uczennicy że jego wróg to sam Sol? A może ona go przyzwała aby go unicestwić? Aby unicestwić dobrego maga który zabił mistrza ciemności? –jego twarz nie wyrażała absolutnie niczego.
-Przyzwałam cie aby cię unicestwić- Krzyknęłam. – Mówisz że jesteś najpotężniejszy? Więc dlaczego nie pokonałeś mego mistrza w uczciwej walce, ale ciosem w plecy? Dlaczego to uczyniłeś ty… ty… Głupcze, słabeuszu, oszuście? –mówiłam okrążając go powoli. Czekałam aż mój ciem go dotknie. Chciałam mieć słońce za plecami. Chciałam aby ma twarz skrył cień.
-Dziewczyno, nie wiesz kogo obrażasz…. –Nim skończył to mówić pchnęłam mieczem w jego serce. Przebiłam je swym czarnym jak noc mieczem. Pomściłam mego mistrza. A słońce wtedy zasłoniła burzowa chmura. Z kieszeni szaty martwego Sola wydobyłam przedmioty skradzione memu mistrzowi. Nóż i kryształ mam do nadal. Czarny miecz również. Magiczny kamień jednak pozostawiłam na grobie mego mistrza. Zabezpieczyłam go czarami, aby nikt, nigdy go nie skradł. Leży on tam, pod mym pałacem po dziś dzień.

Ja, gdy uczyniłam wszystko co przyrzekłam sobie odeszłam w siną dal. Odeszłam w stronę wschodzącego słońca. Gdy magowie dowiedzieli się że zabiłam Sola okrzyknęli mnie najpotężniejszą. Największą. Niepokonaną. Lesz żaden z nich nigdy nie usłyszał całej tej historii. Tobie pierwsze ją opowiadam. Potem, po pięciu latach, pięciu pięknych, okrutnych latach, latach w których miałam przyjaciela- smoka, mój przyjaciel zginął. Powstało to drzewo życia pod którego gałęziami teraz siedzimy. A ta dolina, najsmutniejsze miejsce mego życia, miejsce w którym dwa razy zapłakałam, miejsce w którym zginęło dwoje z trzech istot których ufałam, stała się mym domem. Resztę mej historii, ten rok, juz znasz. Ja, Axoi, która w wieki dziewiętnastu wiosen zabiłam Sola, teraz jestem czarnoksiężniczką.- czarodziejka zamilkła, pochyliła głowę i jeszcze raz się uśmiechała. Był to piękny i smutny uśmiech.
-Pani? Kim jest trzecia istota której ufałaś? –Niurani spytała swoja nową nauczycielkę.
-Nie wiesz? To ty. –Axoi spojrzała w oczy drugiej kobiety. Była ona trzecią osoba której zaufała. Była jej uczennicą i dziedziczką. Byłą jej przyszłością.

Axoi , 13 lipca 09r.

——
Opublikowano za
zgodą admistratora polskiej wersji językowej Krystiana Kowola.

WordPress Themes